Wybierz kategorię
Oferty w miastach

święta Helena Malutka Wyspa Ok 1925 Napoleon

Zobacz cenę produktu
  • Dodano dnia: 01-01-1970

Login sprzedawcy na Allegro:

PEŁNY TYTUŁ KSIĄŻKI - "ŚWIĘTA HELENA MALUTKA WYSPA Z RYSUNKAMI W TEKŚCIE PONIŻEJ ZNAJDZIESZ MINIATURY ZDJĘĆ ZNAJDUJĄCYCH SIĘ W DOLNEJ CZĘŚCI AUKCJI (CZASAMI TRZEBA WYKAZAĆ SIĘ CIERPLIWOŚCIĄ W OCZEKIWANIU NA ICH DOGRANIE) AUTOR - M. AŁDANOW PRZEKŁAD AUTORYZOWANY B. BIELECKIEJ WYDAWNICTWO, WYDANIE, NAKŁAD - WYDAWNICTWO - NAKŁAD "BIBLJOTEKI GROSZOWEJ", WARSZAWA OK 1930WYDANIE - 1??? NAKŁAD - ??? EGZ. STAN KSIĄŻKI - DOBRY MINUS JAK NA WIEK (ZGODNY Z ZAŁĄCZONYM MATERIAŁEM ZDJĘCIOWYM, PRZYBRUDZENIA, STARE PIECZĄTKI, PODPIS ) (wszystkie zdjęcia na aukcji przedstawiają sprzedawany przedmiot). RODZAJ OPRAWY - INTROLIGATORSKA, TWARDA Z PŁOCIENNYM GRZBIETEM ILOŚĆ STRON, WYMIARY, WAGA - ILOŚĆ STRON - 154 WYMIARY - 17 x 12,5 x 1,4 CM (WYSOKOŚĆ x SZEROKOŚĆ x GRUBOŚĆ W CENTYMETRACH) WAGA - 0,174 KG (WAGA BEZ OPAKOWANIA) ILUSTRACJE, MAPY ITP. - ZAWIERA KOSZT WYSYŁKI - 8 ZŁ - KOSZT UNIWERSALNY, NIEZALEŻNY OD ILOŚCI I WAGI, DOTYCZY PRZESYŁKI PRIORYTETOWEJ NA TERENIE POLSKI. ZGADZAM SIĘ WYSŁAĆ PRZEDMIOT ZA GRANICĘ. KOSZT WYSYŁKI W TAKIM PRZYPADKU, USTALA SIĘ INDYWIDUALNIE WEDŁUG CENNIKA POCZTY POLSKIEJ I JEST ZALEŻNY OD WAGI PRZEDMIOTU. (PREFEROWANYM JĘZYKIEM KONTAKTU POZA OCZYWIŚCIE POLSKIM JEST ANGIELSKI, MOŻNA OCZYWIŚCIE PRÓBOWAĆ KONTAKTU W SWOIM JĘZYKU NATYWNYM.) I AGREE to SEND ITEMS ABROAD. The COST of DISPATCHING In SUCH CASE, IS ESTABLISH ACCORDING TO PRICE-LIST of POLISH POST OFFICE SEVERALLY And it IS DEPENDENT FROM WEIGHT of OBJECT. ( The PREFERRED LANGUAGE of CONTACT WITHOUT MENTIONING POLISH IS ENGLISH, BUT YOU CAN OBVIOUSLY TRY TO CONTACT ME IN YOUR NATIVE LANGUAGE.) DODATKOWE INFORMACJE - PRZYPOMINAM O KOMBINACJI KLAWISZY CTRL+F (PRZYTRZYMAJ CTRL I JEDNOCZEŚNIE NACIŚNIJ F), PO NACIŚNIĘCIU KTÓREJ Z ŁATWOŚCIĄ ZNAJDZIESZ INTERESUJĄCE CIĘ SŁOWO O ILE TAKOWE WYSTĘPUJE W TEKŚCIE WYŚWIETLANEJ WŁAŚNIE STRONY.SPIS TREŚCI LUB/I OPIS ?ŚWIĘTA HELENA MALUTKA WYSPA"Z RYSUNKAMI W TEKŚCIE PRZEKŁAD AUTORYZOWANY B. BIELECKIEJNJ.KŁAD ?BIBUOTEKl GROSZOWEJ" Sp. z ogr. odp Warszawa, Moniuszki 11.Nit niszczyć książek.W szkolnym zeszycie Napoleona z roku 1788 (Fonds Llbri, Nr. 11), ułożonym według kursu abbata Lacrotoc, ręką przyszłego cesarza skreślone są następujące stówa: ?Sainte Hćlćne, Petite Ile". W tem miejscu notatki w zeszycie urywają się.I.Raz we wczesnem dzieciństwie Suzy Johnson usłyszała od swej matki, że odtąd na obiad nie będzie się więcej podawał pudding.. Suzy zapłakała ze zmartwienia.- My Htte darling2) ? rzekła do niej czule i pouczająco matka ? Betsy Brown i inne dziewczynki też nie dostaną puddingu. Trzeba cierpieć i oszczędzać. Wszystkiemu jest winien zły Bonny, który wprowadził w kochanym starym kraju kontynentalny system.Suzy przez łzy zapytała, co to jest ten jakiś kontynentalny system. Lecz pani Johnson i sama niezupełnie dobrze to rozumiała. Dziewczynce wydaJo się, że kontynentalny system jest czemś w rodzaju długiej, złej żmiji.Wieczorem, kładąc się spać, Suzy, stosownie do zlecenia matki, pomodliła się do Lorda, by uchronił kochany kraj od złego Bonny, który odebrał odniej Betsy Brown I od innych angielskich dziewczynek smaczny pudding, - z rodzynkami, śliwkami i słodką bronzową skórką - widocznie poto, żeby samemu zjeść wszystko.Złego Bonny, mis Suzy bała się i nienawidziła więcej, niż cokolwiekbądź na świecie. Za każdym razem, gdy była niegrzeczna, matka i miss Mary mówiły, że oddadzą ją Bonny i robiły przytem straszne oczy. Pierwszy raz Suzy usłyszała imię Bonny rano przy śniadaniu i ze strachem zapytała, kto to jest Bonny.? To jest prawdziwy szatan ? zawołała, nie mogąc się powstrzymać, jej nauczycielka.? O, miss Mary l) ? z wymówką rzekła pani Johnson, która nie lubiła nieprzyzwoitych słów.Lecz daddys), podpułkownik Johnson, oderwawszy się od świeżego numeru ?Morning Posfl i uderzywszy pięścią w stół, kategorycznie oznajmił, że miss Mary ma rację: Bonny rzeczywiście jest przeklęty szatan. Przytem podpułkownik Johnson wybałuszy! oczy i w słowach ?d-damned d-de-vil"8) jakoś szczególnie strasznie rozciągał literę ?d".Dopiero, gdy miss Suzy była już duża ? niedługo przedtem, nim zaczęła ósmy. rok, powiedziano jej, że Bonny, nie jest poprostu Bonny, że jest to zdrobniałe imię, tak jak np. jej stryjecznego brataEdwarda Browna nazywają Eddy. Dowiedziała się, że zły Bonny ma jeszcze inne, długie i trudne imię: Napoleon Buonaparte, i że jest Kingdżordżem (tylko kingiem, poprawiła uśmiechając się matka) u francuzów, którzy mieszkają za morzem, jedzą żeby (shame!)J), chcą zgubić jej drogi stary kraj i wojują, jak prawdziwi hunnowie, nieuczciwie, dopuszczając się wszelkich okrucieństw.Wkrótce potem daddy, podpułkownik Johnson, był zabity przez złego Bonny na wojnie. A jeszpze potem zaczęto znowu podawać na obiad słodką potrawę. Czytając gazety dorośli mówili z ożywieniem, że sprawy złego Bonny idą źle: biją go ro-sjanie. Suzy zaraz zapytała o rosjan i dowiedziała się, z pewnym strachem, lecz i zadowoleniem, że jest to dobry naród, któiy mieszka w śniegu z niedźwiedziami, je łojowe świece, lecz lubi jej kochany stary kraj i nie lubi przeklętych francuzów: rosyjski król Aleksander, daleki krewny Kingdżor-dża, i jeden rosyjski hrabia, z nazwiskiem, którego ani wymówić, ani zapamiętać nie można, podpalili nawet swoją stolicę Moskwę, by spalić Bonny, który się tam dostał i żeby ztobić przyjemność Kingdżor-dżowi. To się bardzo podobało Suzy.Prawie codzień, podczas całego dzieciństwa, miss Suzy słyszała o rozmaitych nieprawościach Bonny. Nakoniec, pewnego letniego poranku, do domu ich wbiegł młody kuzyn, lejtnant EdwardBrown, rozpromieniony i udekorowany błyszczą-cemi orderami. W rozmowie, prędkiej i radosnej, często wymawiał słowo Waterloo, ? i po kilku minutach cały dom wiedział, że książę Weilington i kuzyn Eddy zwyciężyli złego Bonny, pomścili daddy i że odtąd kochany stary kraj nie ma się czego obawiać. Oprócz Eddy w zwycięstwie nad Bonny brali udział niemcy ? bardzo dobry naród, który tem się różni od francuzów, że wojuje uczciwie i nie czyni żadnych okrucieństw. Ale niemcy pomogli tyiko trochę, a tego co najważniejsze dokonali kochane stare chłopy, kochany stary książę Weilington i szczególniej kochany stary kuzyn Eddy. Następnie los dziwnie pokierował Suzy i całą jej rodziną. W domu u nich zaczął bywać nietadtiy i niemiły wojskowy, z obwisłą górną wargą i ostrym podbródkiem, Sir Hudson Lowe. Z jakimś szczególnym szacunkiem obchodził się on z mistress Johnson i długo pozostawał z nią sam na sam wieczorami. W zimie tego roku, w którym wrócił kuzyn Eddy, mistress :) Johnson zlekka rumieniąc się, powiedziała Suzy i jej młodszej siostrze, że będą miały nowego daddy, ponieważ ona wychodzi za-mąż za Sirsa fiudsona. Miss Mary pod największym sekretem zakomunikowała dziewczynkom, że Sir Hudson nie jest znakomitego rodu: jest mu równie daleko do nich, jak im do księcia Norfolka, pierwszego peerła Anglji. Ale to nie jest nieszczęściem,gdyż Sir Hudson jest bardzo dobrym człowiekiem i znanym gienerałem. Jednocześnie okazało się, że wszyscy oni maga wyjechać bardzo daleko, na jakąś wyspę św. Heleny, gdzie ich nowy daddy ma być gubernatorem, i że na tej wyspie już się znajduje zły Bonny, którego oni będą pilnowali ? i nie po-zwolą mu uciec i zabijać anglików. Następnie wszyscy długo ? dwa i pół miesiąca jechali po wielkiem morzu na wielkim okręcie z masztami i armatami, okropnie wszystkich kołysało, wszystkich, oprócz Suzy - ona jedna ani trochę nie chorowała ? i na-koniec przyjechali na wyspę św. Heleny do dużego domu, Plantation House. Prześliczny home, cudny ogród z nigdy niewidzianemi mimozami, bardzo podobały się Suzy. Obiegłszy cale mieszkanie, dziewczynka przedewszystkiem zapytała, w jakiej piwnicy jest zamknięty Bonny i czy nie można go choć z daleka zobaczyć, jeżeli nie jest to bardzo niebezpieczne. Lecz okazało się, ku wielkiemu jej uspokojeniu, że Bonny w domu wcale niema, że mieszka on w innem miejscu, w willi Longwood, bardzo daleko od Plantation House, i że oni, oprócz daddy nie będą go widzieli ani zbliska ani zdaleka.Na wyspie św. Heleny Suzy niespostrzeżenie dla wszystkich, oprócz niej samej, przeistoczyła się z małego dzieckai w czarującą dziewczynkę. Mówiono o niej, że jest śliczna. Miała szesnasty rok, i już czasami nazywali ją miss Zuzanną, gdy zakochał się w niej i oświadczył o nia przedstawiciel rosyjskiego cesarza na wyspie św. Heleny, hrabia Aleksander de Balmen.Swego przyszłego męża Suzy zobaczyła poraź pierwszy na obiedzie, który gubernator wydał na cześć zagranicznych komisarzy. Odrazu zwróciła uwagę na to, że hrabia de Balmen jest przystojnym człowiekiem, daleko przystojniejszym od austriackiego pełnomocnika, barona Sturmera i francuskiego markizat de Monchenu. Gdy murzyni wnieśli do sali kandelabry, miss Zuzanna z zaciekawieniem i wstrętem przygotowywała się do tego, że rosjanin wyjmie świecę i zje ją. Lecz rosjanln tego nie zrobił. Miss Zuzannie nawet sie wydało, jakgdyby z zewnętrznych oznak hrabia de Balmen był najzupełniej-szym dżentelmenem, a. perfect gentleman".Przy obiedzie rozmawiano po francusku i po angielsku. Rosjanin bardzo dobrze mówił po angielsku?z oksfordzkim akcentem, jak kuzyn Eddy. Coprawda, miss Zuzanna odrazu zauważyła, że jego akcent oksfordzki nie jest zupełnie taki, jak kuzyna Eddy, i że ?ti - ejcz" x) rosjanina jest jakiejś dziwne Lecz i to, niewiadomo czemu, bardzo się jej podobało. Po francusku hrabia de Balmen mówił wspaniale - sama miss Suzy z trudnością używała tego języka. Wydało się jej nawet, że hrabia mówi po francuska znacznie lepiej, niż markiz de Monchenu. Ten ostatni był jednak innego zdania i z pewną iro-nją słuchał czysto paryskiej mowy swego kolegi rosjanina.Rozmowa toczyła się jak prawie zawsze, o ge-nerale Buonaparte i o tych przykrościach, które byty cesarz w dalszym ciągu przysparzał całemu światu, a w szczególności sir Hudsonowi Lowe i zagranicznym komisaizom. Monchenu, stary emigrant, w swoim czasie uważany za skrajnego reakcjonistę nawet w Koblencji, opowiedział kilka wypadków z życia młodego Korsykanina. Okazało się, że Buonaparte kiedyś własnoręcznie zadusił kobietę lekkiego prowadzenia. Markiz opisał to zdarzenie, ze ścisłem wskazaniem miejsca, okoliczności, imion i wszystkich szczegółów zabójstwa.? Quel scelerat, Seigneur, quel scelerat2)?zawołał na zakończenie Monchenu.Hrabia de Balmen, wysłuchawszy grzecznie francuskiego pełnomocnika, ze swej strony opowiedział kilka anegdotek o Napoleonie, lecz w innym rodzaju. Przytem okazało się, że hrabia, choć i dyplomata z zawodu, uczestniczył w randze podpułkownika w kilku kampaniach i miał dużo odznaczeń wojskowych. De Balmen opowiedział o tem zupełnie mimochodem, lekkim ironicznym uśmiechem pokazując, że nie nadaje najmniejszego znaczenia swym wojennym czynom ? szczególnie w obecności tak zasłużonego żołnierza, jakim jest sir Hudson Lowe. Napoleona de Balmen widział przez całe swe życie tylko jeden raz ? na polu bitwy pod Waterloo. Hrabia był przydzielony przez cesarza Aleksandra do głównego angielskiego dowództwai podczas słynnej bitwy nieodstępnie znajdował się w świcie księcia Wellingtona. Przy słowie ?Waterloo" twarze wszystkich anglików i angielek rozpłynęły się w uśmiechu, a Monchenu zlekka nachmurzył się, pomimo swej nienawiści emigranta do Napoleona. De Balmen zaraz to zauważył, i, zwracat-jąc się do markiza, z największą pochwałą odezwał się o waleczności, okazanej w dniu Waterloo przez wojska francuskie.- ?Buonaparte y a deploye tout son terrible genie, et Dieu sait słil en a" 2) ? i po mistrzowsku opisał, jak Buonaparte ze szczytu wzgórza Belle Alliance kierował bitwą, którą uważał za zupełnie wygraną. Naraz?było około pierwszej godziny we dnie ? z tyłu jego armji niespodzianie pokazali się niemcy Bliichera zamiast francuskiego korpusu Orouchy.? ?II faudrait la plume dłun Chateaubriand pour decrire le desespoir qui clest peint alors sur la figurę mobile de Cesar..."2).Tak zakończył de Balmen swe opowiadanie. Wszystko to hrabia widział przez polową lunetę. Siedzący przy stole gość, siwy, milczący oficer, który otrzymał dwie rany pod Waterloo i który nic podobnego nie widział, pomyślał, że rosyjscy szta-bowi oficerowie mają zadziwiające lunety. Lecz miss Zuzannie opowiadanie rosjanina bardzo się podobało. A jeszcze bardziej jej się podobało, że podczas opowiadania de Balmen dwa razy popatrzył w tę stronę stołu, gdzie nie było nikogo, oprócz niej i starej miss Mary.Sir Hudson Lowe z uśmiechem zauważył, że bitwa pod Waterloo byłaby w każdym razie wygrana przez anglików, nawet gdyby Blucher nie przyszedł na pomoc., - ?He, he, qui sait, qui sait, mon generał! -zaprzeczył markiz ? quand on a affaire a 1'armee francaise..." l).? ?Nous nfen safons rien en effet, zauważył ze swej strony baron Sturmer. ? Ces prafes alle-mands fous ont rendu un choli serfice" 2).De Balmen, któremu było wszystko jedno kto zwyciężył pod Waterloo ? anglicy czy niemcy, pochwalił Bluchera i Wellingtona.- ?Ouel rude homme, vorte Iron Duke 3), ? zwrócił się do sir Hudsona i odrazu zrozumiał, zobaczywszy kwaśny uśmiech gospodarza, że popełnił błąd1: gubernator nie lubił Wellingtona, który kiedyś nazwał go, choć i półgłosem, lecz dosyć wyraźnie, starym durniem. De Balmen zgadzał się w zupełności z taką oceną zdolności umysłowychsirła Hudsona i myślał w dodatku, że sam książę Welllngton niewiele jest rozumniejszy od gubernatora św. Heleny. Chcąc załagodzić swój błąd hrabia z lekkim uśmiechem dodał, że wielcy ludzie ma1-ją często małe słabostki: zwycięzca pod Waterloo tak pragnie być we wszystkiem podobny do giene-rała Buonaparte, że prosił słynnego Dawida by namalował jego portret i... (tu znowu popatrzył w stronę miss Zuzanny) i zawarł bliską znajomość ze śpiewaczką Grassini. Ale... Dawid odmówił malowania portretu, a pani Grassini jest teraz o piętnaście lat starsza, niż była w czasie swych bliskich stosunków z gienerałem Buonaparte..Markiz de Monchenu niezwłocznie nazwał Grassini paskudztwem bez głosu (za jego czasów przy starym dworze były nie takie śpiewaczki) i wyraził zdziwienie, dlaczego Jego Królewska Mość król Ludwik XVIII, czynów którego on zresztą nie śmie sądzić, nie kaza! powiesić Dawida: przecież ten nikczemnik przed Buonaoartem malował portrety Dantona, Robespierra i Marrata i był zaprzyjaźniony z całą rewolucyjną hołotą.Monchenu pochodził z magnackiej rodziny, spokrewnionej z hiszpańskiemi królewskiemi domami; dlatego pozwalał sobie, nawet przy damach, na najbardziej ordynarne wyrażenia, słusznie przypuszczając, że w jego wypadku nie będzie to poczytane za dowód złego wychowania.Milczący siwy oficer, ku ogólnemu zdziwieniu, wtrącił się do rozmowy, i, patrząc chłodno na mar-kiza, powiedział po angielsku, że król Ludwik XVIII widocznie dlatego nie kazał powiesić mistera De-wida, że, po pierwsze w kulturalnych krajach wieszać można tylko na mocy wyroku sądowego, a, po drugie, wszyscy cywilizowani ludzie szanują w osobie mistera Dewida wielkiego malarza.Baron Sturmer z przyjemnym uśmiechem przetłumaczył uwagę oficera nieumiejącemu po angielsku markizowi. Nastąpiło krótkie milczenie. Przerwał je de Balmen. Opowiedział on również po mistrzowsku, że, gdy Dantona wieźli na szafot, Dawid z terasy ?Cafe" de la Regence", naszkicował jego postać na wozie paryskiego kata. Danton zobaczył byłego przyjaciela i zawołał swym straszliwym głosem: ?Cham!".? ?Jednak, ? dodał hrabia, - Monsieur... ma rację... trzeba być wyrozumiałym względem gien-jalnych artystów".Lady Lowe, zauważywszy, że rozmowa może przyjąć nieprzyjemny obrót, zwróciła ją na odwieczny temat, co do którego wszyscy byli jednakowego zdania. Zaczęła mówić o Buonapartym. Sir Hudson opowiedział, jak w początku swej bytności na wyspie św. Heleny, napróżno starał się nawiązać dobre stosunki z Korsykaninem.? Gdy hrabina Lawdon, żona lorda Mora, gienerał-gubernatora Indji, powiedział, z szacunkiem wymawiając angielski tytuł, ? tyła przejazdem tutaj, urządziłem na jej cześć obiad, i zaprosiłem gienerała Buonaparte. Oto jakie zaproszenie mu posłałem, - pamiętam #a pamięć:? ?Sir Hudson i lady Lowe proszą gienerała Buonaparte o przybycie do nich na obiad o godzinie 5-ej, żeby spotkać się u nich z hrabiną".? Powiedz pan, co było obrażającego w tem mojem zaproszeniu, ? dodał zwracając się do de-Balmena. ? Otóż wiedz pan: nie otrzymałem żadnej odpowiedzi na to moje zaproszenie, ? powtórzył głosem tragicznym, uroczyście spoglądając się po wszystkich obecnych.De Balmen z trudem stłumił uśmiech i pomyślał sobie, że trzeba było być skończonym durniem, żeby posłać Napoleonowi zaproszenie na spotkanie się z hrabiną. Jednak ze współczuciem pokiwał głową. W tej chwili damy wstały od stołu; mężczyźni zostali. Podano im portwein i cygara. Miss Zuzanna, wychodząc, z nfepojętem i radosnem wzruszeniem uczuła na swych plecach spojrzenie pięknych oczu de Balmena.Hrabia stanowczo bardzo się jej podobał. Nie podobało się jej tylko jedno. Gdy podczas herbaty, chcąc podać mu konfitury, podeszła do niego z tyłu ze strony kandelabru, to okazało się, że hrabia ma na ciemieniu dosyć dużą łysinę, wielkości spodecz-ka od konfitur. Choć łysina ta była po mistrzowsku zamaskowana, przygładzonemi wpoprzek kosmykami włosów, i choć de Balmen, zobaczywszy niespodzianie za sobą młodziutką miss, momentalnie i całkiem naturalnie odwrócił się tak, że łysina zupełnie znikła, jak gdyby jej wcale nie było ? nic nie ukryło się przed pietnastoletniemi oczami missZuzanny. To jej się bardzo nie podobało. Lecz tylkoto jedno.Hrabia de Balmen zaczął często bywać w ich domu, dużo żartował z nią, drażnił, poprawiał jej francuskie błędy, ? oni często rozmawiali ze sobą po francusku, stosownie do prośby lady Lowe. W szesnastoletnią rocznicę jej urodzin, gdy niektórzy z domowników przez przyzwyczajenie darowali jej lalki, de Balmen ofiarował Suzy piękny neseser sprowadzony z Paryża, z jej inicjałami na czerwonym jedwabiu szkatułki. Miss Mary, zaokrągliwszy oczy, odwołała na stronę swą wycho-wanicę i powiedziała jej, że taki neseser musi kosz-tować conajmniej dziesięć gwinei, w co miss Zuzanna ledwie mogła uwierzyć i nie uwierzyłaby, gdyby nie dowodziła tego wszystko-wiedząca miss Mary. Suzy z wielkiem zażenowaniem dziękowała hrabiemu za taki niesłychany prezent. De Balmen śmiał się dobrotliwie, powtarzał jej błędne zdania:, udając angielską wymowę francuskich słów, ? i miss Zuzannie zdawało się, że oczy jego są wilgotne i trochę maślane, jak śliwka renkloda. To się jej także podobało. A późno wieczorem, gdy położyła się już do łóżka, uderzyła ją myśl, że prezent z Paryża trzeba było obstalować na pół roku przedtem. Suzy ze wzruszenia nie mogła zasnąć przynajmniej kwadrans. i ^ Przeszedł miesiąc, w którym było dużo niezrozumiałego, dużo strasznych i radosnych oczekiwań. Miss Zuzanna czuła, że musi stać się coś niezwy-kłego, decydującego o całem jej życiu. To niezwykłe stało się wieczorem. Hrabia de Balmen długo rozmawiał z jej rodzicami, zamknąwszy się z nimi w gabinecie gubernatora. Następnie odjechał, przy-czem sir Hudson Lowe odprowadził go do v/rót przy których stał jego powóz z murzynem i rosyjskim groomem; tam jeszcze dosyć długo rozmawiali. Tymczasem lady Lowe weszła do córki i po-wiedziała jej z zakłopotaniem i wzruszeniem, że hrabia de Balmen prosi o jej rękę. Lady Lowe czulą się niezręcznie: sama wyszła zamul na cztery lata przed swą córką i przeczuwała, że z tego będą się ludzie śmieli. Matka powiedziała Suzy, że hrabia de Balmen jest świetną partją. Coprawda, dziwnie jest wychodzić zamąż za rosjanina; trzeba będzie, niestety, jeżeli nie mieszkać, to długo przebywaćw Rosji. Lecz hrabia jest z pochodzenia szkot i część ich rodziny jeszcze niedawno mieszkała w Anglji: lady Lowe osobiście znata ostatniego ze szkockiej linji tego znakomitego rodu, Ramsey Bos-well de-Balmen, który miał prawo na majątek i zamek Balmoral. A co najgtów^ejsze - hrabia jest bardzo dobrym człowiekiem i najzupetniejszym dżentelmenem ? ?a perfect gentleman".? You are so young, Suzy, arnlt you? ? rzekła lady Lowe z westchnieniem.- I am mother, ? odpowiedziała miss Zuzanna, sama nie rozumiejąc swoich słów.1 ? God bless you Ł).Tu obie zapłakały. Następnie przyszła miss Mary, która też zaczęła płakać. Potem zjawił się sir Hudson i powiedział, że nie trzeba płakać lecz cieszyć się. A na trzeci dzień miss Zuzanna Johnson została narzeczoną hrabiego Aleksandra de Bal-mena, była szalenie szczęśliwa i po uszy zakochana w narzeczonym. Komisarz rosyjski czekał od swego rządu pozwolenia na opuszczenie wyspy św. Heleny. Przed1 wyjazdem miało się odbyć wesele.... Możesz dodać mnie do swojej listy ulubionych sprzedawców. Możesz to zrobić klikając na ikonkę umieszczoną poniżej. Nie zapomnij włączyć opcji subskrypcji, a na bieżąco będziesz informowany o wystawianych przeze mnie nowych przedmiotach. ZOBACZ INNE WYSTAWIANE PRZEZE MNIE PRZEDMIOTY WEDŁUG CZASU ZAKOŃCZENIAZOBACZ INNE WYSTAWIANE PRZEZE MNIE PRZEDMIOTY WEDŁUG ILOŚCI OFERT NIE ODWOŁUJĘ OFERT, PROSZĘ POWAŻNIE PODCHODZIĆ DO LICYTACJI

Fragment aukcji z serwisu Allegro.pl

Powrót do kategorii